BAJKA O ŻABCE I DZIECIACH RATUJĄCYCH RZECZKĘ

Opublikowano: wtorek, 15, październik 2019

BAJKA O ŻABCE I DZIECIACH RATUJĄCYCH  RZECZKĘ

 

               Była sobie mała rzeczka. Przepływała spokojnie obok nowego osiedla. Do niedawna była sobie zwykłą wiejską rzeczką, lecz teraz wieś powiększyła się, stała się właściwie małym miasteczkiem. Co to oznaczało dla rzeczki? Przede wszystkim coraz więcej ludzi chodziło jej brzegiem, coraz więcej piesków kapało się w jej nurcie. Rzeczka była dla wszystkich życzliwa, cieszyło ją to, że może przydawać się innym, że poi zwierzęta, że nawadnia pola i rośliny. Rzeczka była także zaprzyjaźniona z kimś niezwykłym, bo ze słynną  żabką Kamilką. Dlaczego Kamilka była niezwykła? Przede wszystkim z tego powodu, że była wielką figlarką. Całe dni upływały jej na  pluskaniu się w rzeczce, na skokach i  wodnych psotach. Niczym  mały beztroski głuptasek wykonywała skomplikowane salta z brzegu rzeczki do jej rwącego nurtu. Wiemy jednak, że żabki są wodnymi zwierzątkami i w wodzie mogą zachowywać się inaczej niż ludzie.

Sportowe wyczyny żabki, jej radość, jej zielona barwa wkrótce przykuły uwagę bawiących się nad rzeczką dzieci.

-  Jest śliczna! – jako pierwszy powiedział o niej zazwyczaj małomówny Sebastian. Zawstydził się, że mówi tak głośno i że inni go wyśmieją. Lecz nie, nawet Mateusz, ten zazwyczaj niegrzeczny i niezwracający uwagi na nic chłopiec, tym razem nie wyśmiał słów kolegi. Tylko baczniej przyjrzał się żabce. A Paulinka i Wiktoria nie odezwały się, bo one od dawna uważały żabkę za wyjątkową i to one nadały jej to imię – Kamilka. To głównie dla niej przychodziły  w to miejsce.

   Wszystkim, a zwłaszcza dzieciom, wydawało się, że będzie tu tak zawsze. Jednak pewnego dnia ich zabawa wydała im się nudna, czegoś w rzeczce brakowało. Było jakoś cicho i pusto. Poczuły nagły niepokój. Dzieci wtedy zrozumiały, że nie słychać radosnego kumkania Kamilki. Cisza wokół, bez rechotania małej żabki, nie spodobała im się. Czegoś w przyrodzie, w tym urokliwym rzecznym zakątku, po prostu brakowało.

- Gdzie nasza Kamilka? – tym razem wyrwało się Mateuszowi.

- Chodźmy jej poszukać! – zdecydowały dziewczynki. Dzieci rozpoczęły poszukiwania Kamilki. Chodziły wzdłuż brzegu, zaglądały w pobliskie krzewinki, przeczesywały dołki, zaglądały pod kamienie. Nie znalazły Kamilki,  lecz znalazły za to w wodzie jakieś porzucone śmieci, stare opony, szmaty, mnóstwo zardzewiałych puszek i butelek po oleju. Ale żabki nie było.

W końcu ją znalazły… Siedziała stulona przy spróchniałym pniu drzewa. Smutna i osowiała, jakby bez życia. Obojętna na dzieci. Świat wirował jej przed ślepkami. Chciało jej się wymiotować. Drzewa wokół huczały inaczej, jakby w środku jej główki. Widziała pochylone nad sobą twarze dzieci, ale nie słyszała żadnego głosu. Lecz co to? Żabka była śliska, lepka. Jej skóra nabrała brązowawej barwy!

- Żabka umiera! Ratujmy ją! – rozdzierająco krzyknął Sebastian.

- Ona pachnie szamponem, jakby płynem do mycia naczyń! – ze łzami w oczach i głosie wykrzyknął Mateusz.

- Czy ktoś mył w rzece samochód!? – dodał ze zdumieniem.

- Ktoś zatruł żabkę i wodę! Ktoś zatruł wodę żabce! – wykrzykiwały dziewczynki.

- Musimy włożyć  żabkę do czystej wody. Ratujmy ją ! – płakał Sebastian.

Dzieci, poruszone strasznym odkryciem, nie straciły jednak głowy. Wiktoria pobiegła do domu po pojemnik z czystą wodą. Sebastian trzęsącymi się rękami trzymał żabkę tak, by nie wypadła na ziemię. Mateusz, ten energiczny i bystry chłopiec, ruszył śladem samochodowych opon. Wkrótce Kamilka odzyskiwała siły i barwy w małym wiaderku. Dzieci schyliły się nad nim jak nad największym skarbem i nie mogły uwierzyć, że przed nimi, w tym zwykłym plastikowym pojemniku, toczy się wielka i tajemnicza walka o życie. Łzy leciały im po twarzy, lecz nikt się ich nie wstydził. Kamilka walczyła o kolejne oddechy, było jej teraz dobrze, coraz lepiej. Poruszyła zielonymi łapkami. W końcu słabiutko zakumkała. I ten słaby skrzek, ten piskliwy głosik wydał się dzieciom najpiękniejszym dźwiękiem na świecie!  

-- Ślady opon urywają się w trawie, nie wytropimy truciciela! – powiedział poważnym głosem zdyszany Mateusz. Ale mam pomysł, w jaki sposób pomóc żabce na przyszłość.

- Mów, mów prędko! – wykrzyknęli wszyscy jednocześnie.

- Opowiemy o wypadki Kamilki innym dzieciom w szkole i będziemy o tym opowiadać wszystkim – naszym rodzicom, znajomym i sąsiadom. Będziemy patrolować rzeczkę, oczyszczać ją ze śmieci. Będziemy robić to do skutku. Aż wszyscy zrozumieją, że nie wolno myć w rzece aut  i wrzucać do niej śmieci!  Żabka na to zasługuje!

- Ratujmy żabkę! Ratujmy rzeczkę! – zakrzyknęły dzieci. Po raz pierwszy też całkowicie zgodziły się z pomysłem Mateusza.

 Wkrótce nad rzeczką pojawiła się cała szkolna ekipa wyposażona w worki na śmieci oraz grabie. Z tyłu za dziećmi kroczyła druga ekipa – osób dorosłych. Miło było Kamilce przyglądać się, jak wszyscy zawzięcie sprzątają. Żabka z radości promieniała zdrowiem i humorem, lśniła teraz w słońcu niczym prawdziwy szmaragd. To tak naprawdę nim była!   

               

Pytania pani Małgosi:

Odpowiedzcie:

Jak możemy chronić przyrodę?

Mateusz Rzeszot: Nie ścinać drzew. Nie rozpalać nad rzeką ogniska.

Staś Moller: Nie wrzucać do rzeki śmieci.

Wiktoria Makurat: Sprzątać swoje śmieci.

Franek Hajdel: Nie psuć przyrody.

 

Jak szanować prawa zwierząt?

Staś Moller: Nie dokuczać im, zostawić je w spokoju. I nie zabijać pszczół, bo one robią miód. Nie przeszkadzać głodnym zwierzętom.

Wiktoria Makurat: Nie straszyć ich, nie łowić. Można je tylko głaskać.

Mateusz Rzeszot: Nie zabijać, nie straszyć dzikich zwierząt.

Igor Kołtuński: Nie dokuczać im.

 

Czy uratowanie małej żabki jest wielkim czynem?

 Franek Hajdel: Tak, bo ratując żabkę ratujemy przyrodę.

Staś Moller: Tak, bo jej było źle bez wody.

Mateusz Rzeszot: Tak, bo nawet małe zwierzątka są potrzebne w przyrodzie.

A Ty?

 Jak oceniasz postępowanie dzieci?

Dlaczego warto w każdy możliwy działać na rzecz ochrony środowiska naturalnego?

                                                  (Małgorzata Mosakowska)

 

Szukaj